Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznice. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 lutego 2022

Na północno-wschodnim szlaku

 W ferie zimowe (3-6 lutego) przeprowadziliśmy zaległy biwak drużyny w Białymstoku. Planowany pierwotnie na początek stycznia, nie mógł się odbyć, gdyż drugi kierowca został uziemiony na kwarantannie kowidowej. Sypnęło się też kilka innych spraw i musieliśmy wówczas biwak odwołać. Zrealizowaliśmy go jednak teraz dzięki wsparciu Zarządu Oddziałowego NSZZ Funkcjonariuszy SG przy Nadwiślańskim Oddziale SG, który zasponsorował nam ubezpieczenie uczestników i paliwo do samochodów. 

Dzięki wsparciu Biskupa Diecezji Mazurskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego ks. bpa. Pawła Hause oraz ks. mjr. Tomasza Wigłasza, proboszcza parafii luterańskiej w Białystoku, mieliśmy darmowy nocleg w ewangelickiej kaplicy. 

Pierwszy i ostatni dzień biwaku to podróż w dwa samochody. Skipper i Qlka jechali Szerszeniem ze sprzętem, a zastęp dziewczyn "Dysk" podróżował samochodem druha Sławka. 

Drugiego dnia odwiedziliśmy Komendę Podlaskiego Oddziału SG, zwiedziliśmy monastyr (klasztor) prawosławny w Supraślu oraz Muzeum Ikon w tej miejscowości. W ten sposób poznaliśmy trochę region, który odwiedziliśmy. 










Trzeci dzień, to spacer po Białymstoku, odwiedziny w Muzeum Wojska, a także realizacja głównego celu biwaku, czyli odwiedzenie Muzeum Pamięci Sybiru. Szczególnie to drugie zrobiło na uczestniczkach niesamowite, choć przygnębiające wrażenie. 














Kominki poświęciliśmy historii Białostocczyzny, Sybirakom i temu, co znaczy być Polakiem i patriotą. 



Biwak stanowił wstęp i przygotowanie do Rajdu Syberyjskiego, który przeprowadzimy już za dwa tygodnie. 

poniedziałek, 8 września 2014

Lato przygód - Harcerska Akcja Letnia '2014


Czerwiec. Koniec szkoły, początek lata. Odpoczynek… Dla harcerzy ze 125 WDW HSG SDRI GROM to początek serii przygód.

„Unitarka”
Harcerskie wakacje zaczęły się już w ostatnich dniach czerwca, kiedy jedenastka członków drużyny i jej przyjaciół wybrała się na dawny poligon GROMu do Czerwonego Boru koło Łomży. Tak zaczął się obóz szkoleniowy „Unitarka”. Warunkiem wzięcia w nim udziału było zaliczenie tydzień wcześniej rajdu kondycyjnego „Mała Selekcja” i zdobycie na nim odpowiedniej liczby punktów.
Obóz trwał tylko tydzień, ale dla niektórych był to bardzo trudny czas. Zajęcia z musztry, strzelectwa, walki wręcz, komunikacji interpersonalnej i radiowej, ale także typowo harcerskich działań jak terenoznawstwo, ratownictwo medyczne czy podstawy przetrwania w lesie. I cały czas na tempo. Każdy błąd lub spóźnienie oznaczał robienie pompek… Nie było czasu na nudę.

 kliknięcie w obrazek prowadzi do galerii
Kliknięcie w obrazek prowadzi do galerii
Każdego dnia uczestnicy (7 osób) całym zespołem pokonywali tor przeszkód stworzony przez weteranów GROMu. Tor weryfikował ich  wydolność fizyczną, odporność psychiczną i… umiejętność współpracy. Haczykiem było bowiem to, że uczestnicy na torze nie rywalizowali pomiędzy sobą, ale ze sobą. Czas był liczony całemu zespołowi od chwili startu do zakończenia biegu przez ostatniego uczestnika. I każdego dnia wymagano od nich lepszego wyniku, niż 24 godziny wcześniej.
Pierwszego dnia tor został pokonany w 32 minuty. Ostatniego, godzinę przed opuszczeniem poligonu, w 14 minut. W przeciągu tygodnia z grupy indywiduów udało się stworzyć zgrany zespół, który razem przebył tor… dwukrotnie szybciej!. Oto i prawdziwa siła współpracy.
A potem przejazd do Szczypiorna i zajęcia z surwiwalu. Forsowanie rzeki wpław z plecakami, budowanie schronień polowych i hamaków, organizacja obozowiska.
Ostatniego dnia długie wspólne stanie na peronie i ociąganie się z pójściem do domów… Jeszcze chwila z przyjaciółmi.
Zaskoczeniem obozu była Wiktoria. Dziewczyna z Gimnazjum 55 (już absolwentka), która doszła w czerwcu na „Małą Selekcję”, a już na „Unitarce” zabłysła charakterem i… gimbazowym podejściem do życia. Czeka nas z nią ciężka praca.

„Ostra Brama”
Kilka dni po powrocie z obozu, zaprzyjaźniony z drużyną szef Jednostki Strzeleckiej 2305 i przyjaciel Generała, por. Przemek K. zaprosił dwoje z nas na wypad do Wilna na obchody 70 rocznicy Operacji „Ostra Brama” – zwycięskiego, choć zdradzonego po fakcie powstania antyniemieckiego, którego wynikiem było wyzwolenie Wilna w 1944 roku.

Kliknięcie w obrazek prowadzi do galerii
Z drużyny wydelegowano Rica i Viperę, którzy godnie nas reprezentowali.

70 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego
Na przełomie lipca i sierpnia drużyna czynnie włączyła się w obchody 70 rocznicy zrywu powstańczego o wolność stolicy. Pomagaliśmy w przeprowadzeniu Biegu Powstania Warszawskiego i pełniliśmy służbę zabezpieczenia na Zlocie Chorągwi Stołecznej z tej okazji.


Zagubieni w kosmosie lasu
Od zeszłego roku jedna z form naszej akcji letniej polega na dużej grze terenowej, w którą angażujemy zaprzyjaźnione środowisko 254 WDHiZ. Polega ona na tym, że my odgrywamy rolę oddziału komandosów mających przeprowadzić rozpoznanie na wrogim terenie, a oni z kolei są „tajną bazą” przeciwnika.
W tym roku oba środowiska zdecydowały się na wykorzystanie w grze motywów kosmicznych. Harcerze z 254 WDHiZ bawili się w kosmitów, a my byliśmy bohaterami naszego ulubionego serialu „Gwiezdne Wrota”. Pojechało nas czworo. Oprócz Skippera i Rica, jako kadry obecne były Edyta i nowa, Wiktoria.
Najpierw trzeba było dotrzeć nad Zalew Sulejowski, gdzie rozbiło się zgrupowanie 254 i odszukać je. Pierwszego dnia dotarliśmy jednak tylko do Piotrkowa Trybunalskiego. Nasz PKS z Warszawy Zachodniej nie odjechał, bo kierowca za ostro świętował (było to 15 sierpnia) i do pracy stawił się „wczorajszy”. Pojechaliśmy następnym autobusem, ale w Piotrkowie byliśmy po zmroku. W dodatku zbierało się na deszcz. Tę ulewną noc spędziliśmy w piotrkowskim klasztorze braci bernardynów, którzy udostępnili nam pokoje (nawet z łóżkami!). Drugiego dnia koło południa wyruszyliśmy dalej w kierunku Zarzęcina i zaczęliśmy naszą grę. Rozbiliśmy się u jednego z miejscowych gospodarzy, który na swojego obejścia znalazł dla nas kawałek miejsca. W przyczepie kempingowej. Jedynym problemem było chrapanie Skippera. a od 0600 rano, PIANIE KOGUTA. Z kilkunastu kur i trzech kogutów tam zamieszkałych najbardziej denerwujący był jeden, który pilnował abyśmy pamiętali o naszej grze.

Kliknięcie w obrazek prowadzi do galerii
Po ulokowaniu się w przyczepie wyruszyliśmy tego samego wieczora na rozpoznanie okolicy, ale nic wielkiego nie ustaliliśmy. Następnego ranka (ten kogut!..) po szybkim śniadaniu rozpoczęliśmy błądzenie po lesie (nazywane zwiadem) aż zauważyliśmy coś co przypominało obóz harcerski. Zanim zdążyliśmy podejść trochę bliżej zostaliśmy namierzeni przez Mobilną Stację Nadawczo-Lokacyjną (druha Tomka „TiBi’ego” z kadry środowiska 254 WDHiZ), więc od razu poznaliśmy środowisko. Tomek obiecał, że nie będzie uczestniczył w grze, więc mogliśmy bawić się dalej.
W przeciągu następnych dni realizowaliśmy zadania z zakresu obserwacji, cały czas będąc w okolicy obozu i dopracowując trasę aby była jak najprostsza. W międzyczasie gotowaliśmy posiłki na ognisku w kociołku i doiliśmy krowy. Aż do przedostatniej nocy, kiedy odbyła się gra nocna, podchody. Niestety mimo genialnego planu, cała trójka uczestników została szybko złapana. Dziewczyny wpadły na wartowników, a na Rica „wdepnął” jeden z instruktorów zamykający poły swojego namiotu.
Powrót do bazy, drzemka, rano pakowanie i droga do obozu na ostatnią noc. Jednak nie według starego szlaku tylko nowego, który chciał przetestować Skipper. W efekcie przeszliśmy koło obozu i poszliśmy dalej wzdłuż drogi.
 W pewnym momencie Rico odłączył się od grupy aby znaleźć obóz i… oczywiście zgubił się. Dotarł jednak do poszukiwanego obozu, ale reszty swojej ekipy już znaleźć nie mógł. Do tego padła łączność komórkowa (w środku Polski sieć jest gorsza, niż na pograniczu). W końcu, dzięki pomocy kwatermistrza 254 udało się wszystkich zebrać i dowieźć do obozu, z którego na drugi dzień po południu, po małej pomocy przy pracach kwatermistrzowskich ruszyliśmy do domu.
Cały tydzień był bardzo intensywny i obfitował w przygody, które wynikały  z różnych przyczyn. Czasem naszego zaniedbania, czasem cudzego, a czasem z czynników całkowicie niezależnych. Powiedziałbym jednak, że właśnie te przygody stanowią wartość, a nie doskonały plan zrobiony punkt po punkcie.

Rowerowi koczownicy na granicy
Następny w kolejności wyjazd (ledwie dwa dni po poprzednim) to kolejny etap projektu drużyny „Wyprawa Ośmiu Granic” polegającym na przebyciu wzdłuż całej długości granicy Rzeczpospolitej Polskiej.
Wstępnie nocleg planowany był pod namiotem – niestety tylko pierwszą noc tak spędziliśmy. Następnego dnia obudził nas deszcz który nie chciał odejść i towarzyszył nam przez cały ówczesny odcinek. Na dodatek tego samego dnia jechaliśmy rowerami piaszczystą drogą leśną. Po kilku godzinach ciężkiej i forsującej jazdy udało nam się dotrzeć do kolejnej placówki, gdzie na prośbę otrzymaliśmy klucze do mieszkania w pobliskim budynku. Chociaż może lepiej dodać, że było to mieszkanie w stanie surowym – bez prądu, ogrzewania, mebli. Spaliśmy w najmniejszym pokoju, na karimatach, a w nocy wielokrotnie budziło mnie przeszywające zimno bijące od podłogi.

Kliknięcie w obrazek prowadzi do galerii
Każdy dzień był nowym wyzwaniem i tak też jechaliśmy – w stałym szyku przebywaliśmy dziesiątki kilometrów, z różną prędkością. Na szczególne uznanie zasługuje jedna z naszych harcerek, która w pierwszych dniach nabawiła się kontuzji (naciągnięcie prostownika biodra), ale mimo tego i roweru o najmniejszej średnicy kół świetnie dotrzymywała tempa. Ostatniego dnia (średnia prędkość 20 km/h) ze śmiechem wspominaliśmy pierwszy (średnio 7 km/h), najtrudniejszy dzień.
W ciągu tygodnia odwiedziliśmy trósjtyk granic Polski, Litwy i Białorusi, przejście graniczne w Kuźnicy, Białystok, meczet tatarski w Kruszynianach i wiele innych miejsc. Zobaczyliśmy świat, w którym mieszają się wiary i kultury i gdzie hasło „Polak-katolik” traci wszelki sens.
Przez ponad tydzień trwania obozu (23.08 – 31.08) przebyliśmy na rowerach odcinek od Augustowa i Placówki Straży Granicznej w Płaskiej do Czeremchy gdzie wsiedliśmy w pociąg powrotny. Po przejechaniu 279 km wszyscy marzyliśmy o powrocie do domu i odpoczynku.

tekst: Rico
redakcja: Skipper

niedziela, 1 czerwca 2014

Nocny Rajd Barw

Wróciliśmy do starej tradycji rajdów nocnych związanych ze Świętem Środowiska, zwanego teraz Świętem Barw, które przypada 12 maja (12.5). Z powodu pogody nie mogliśmy przeprowadzić go w dniu Święta Barw. Za to w przededniu Dnia Dziecka - w nocy z 30/31 maja pogoda była piękna.

Wybraliśmy się do Puszczy Słupeckiej, między Markami a Radzyminem. Celem był teren dawnej jednostki wojskowej.





Przed rajdem rozgrzewka - godzina na siłce

Rysiek a la porucznik Rżewski
U celu wędrówki ognisko...
  
... i suszenie przemoczonych butów i skarpet.
 
Ognisko najlepiej gasić przez plucie wodą.

Ledwie żywi. 
W Markach podeszliśmy do Bazy M, gdzie Edyta poczęstowała nas ciastem, kawą, herbatą i małym śniadaniem.

Edyta zyskała nową ksywkę. Już nie jest Dżipies, ale Walkiria.

wtorek, 8 października 2013

Odsłonięcie Pomnika Cichociemnych

Na zaproszenie Dowódcy JW 2305 płk. Piotra Gąstała drużyna uczestniczyła w uroczystości odsłonięcia Pomnika Cichociemnych w Warszawie.

Delegacja drużyny

Staliśmy koło sztandaru Jednostki

Sztafeta pokoleń. Z Generałem Stefanem Bałukiem "Starba".

wtorek, 1 października 2013

Urodziny Generała, Piekielny Weekend i start w nowy rok harcerski

Ostro zaczął się nowy rok harcerski w drużynie. 13 września, w 67 urodziny Generała Petelickiego na zaproszenie Pani Generałowej Agnieszki Petelickiej przedstawiciel drużyny uczestniczył w uroczystej inauguracji działania Stowarzyszenia im. Gen. bryg. S. Petelickiego, które miało miejsce na Akademii Obrony Narodowej.


Wieczorem tego dnia członkowie drużyny wzięli udział w otwartym treningu systemu GROM COMBAT "Memoriale Generała Petelickiego". Późnym wieczorem, wraz z rodziną, podkomendnymi i przyjaciółmi Generała złożyliśmy kwiaty na Jego grobie i zapaliliśmy znicze.

***
Tydzień później, 21 października obstawialiśmy żoliborski Bieg Rotmistrza Pileckiego i uczestniczyliśmy w składaniu kwiatów pod tablicą poświęconą Rotmistrzowi.



***

Dwa tygodnie później zaczęła się kolejna edycja Piekielnego Weekendu. Do próby przystąpiły trzy osoby, z których do końca dotrwały dwie. Uczestnicy pozorowali działanie grupy specjalnej Straży Granicznej działającej w ramach operacji FRONTEXu w Kosowie. 
W trakcie biwaku przeprowadziliśmy szkolenie dotyczące profilaktyki handlu ludźmi, trening systemu GROM COMBAT, szkolenie ratownicze oraz szereg gier asg, pozoracji ratowniczych itp. 

Zakończenie biwaku i wręczenie dyplomów odbyło się w Sali Tradycji JW 2305. 




niedziela, 28 kwietnia 2013

Operacja Weller 7

Na zaproszenie Dowódcy JW 2305 wzięliśmy udział w uroczystościach rocznicy zrzutu cichociemnych w ramach operacji "Weller 7". Towarzyszyliśmy weteranom Szarych Szeregów, wśród których byli żołnierze Batalionu "Parasol". Pełniliśmy przy nich służbę pomagając im i opiekując się nimi.

Było zimno, mokro i fajnie. Szczególną atrakcją były koncert zespołu kobziarzy "Drums and Pipes".




sobota, 10 listopada 2012

Alarm w strażnicy KOP

Jest rok 1924, właśnie zaczęto tworzyć KOP w celu ogarnięcia sytuacji na płonącym pograniczu polsko-sowieckim. W strażnicy KOP trwają przygotowania do Święta Niepodległości. Wywiad KOP otrzymuje informację, że na odcinku strażnicy granicę na Prypeci przekraczać będzie grupa przemytników. Strażnica zostaje postawiona w stan alarmu.


11 listopada obchodzimy Święto Niepodległości. Ale mało kto wie, że do 1939 roku było to także święto Korpusu Ochrony Pogranicza - wojskowej formacji specjalnej czasu pokoju prz
eznaczonej do ochrony granicy państwowej, uspokojenia pogranicza i zwalczania dywersyjnej działalności agentury sowieckiej.
KOP, powołany do służby w 1924 roku był tak skuteczny, że już wkrótce roku sowieci musieli zrezygnować z planów destabilizacji Polski przez grupy terrorystyczne i zmienić strategię w stosunku do naszego kraju.
Z szeregów KOP wywodziła się elita przedwojennej armii i sił zbrojnych RP w czasie wojny: Stefan Rowecki - Komendant Główny AK, Nikodem Sulik - zdobywca Monte Cassino, Emil Fieldorf - dowódca KEDYWu AK.

Najchwalebniejsze bitwy Września są również dziełem żołnierzy KOP - Węgierska Górka, Beskid Wyspowy, Wizna, Hel, Szack, Wytyczno, Grodno, Lwów, Kock - tak wszędzie walczyli żołnierze pogranicza, często-gęsto bijąc przeciwnika lub mimo miażdżącej przewagi wroga spowalniając jego marsz w głąb Polski.

Niepokonani.


W grze przenosimy się na sam początek działalności KOP. Zbliża się Święto Niepodległości. Wśród przemytników są sowieccy agenci...





Obejrzyj galerię zdjęć z gry








poniedziałek, 1 października 2012

Chwała Niepokonanym

28 września br. drużyna wystawiła poczet sztandarowy Chorągwi Stołecznej ZHP oraz Inspektoratu Harcerskiej Służby Granicznej i Ruchu Drogowego Ch. Stoł. ZHP podczas uroczystości 73 rocznicy bitwy pod Wytycznem.

W bitwie tej, stoczonej 1 pażdziernika 1939 roku - ostatnim starciu regularnego Wojska Polskiego z sowietami - uczestniczył jako dowódca Batalionu KOP "Bereźne" mjr Antoni Żurowski, późniejszy dowódca Obwodu Praga AK i dowódca Powstania Warszawskiego na Pradze.

Bitwa pod Wytycznem była ostatnim akordem obrony Kresów po inwazji sowieckiej 17 września 1939 roku. Dowodzone przez Komendanta KOP gen bryg. Wilhelma Orlik-Rueckemanna Zgrupowanie KOP przez dwa tygodnie wycofywało się od granicy z ZSRR do Polski Centralnej stale tocząc boje z wojskami sowieckimi. W ciągłych walkach z pierwotnych 8 tysięcy żołnierzy Zgrupowanie stopniało do niespełna 3 tys. Mimo to 28 września 1939 roku pod Szackiem Pułk KOP "Sarny" dowodzony przez płk. Nikodema Sulika, późniejszego generała, dowódcę 5 Brygady Kresowej i zdobywcę Monte Cassino, rozbił sowiecką 52 Dywizję Strzelców. Z sowieckiego 411 Batalionu Pancernego (8 czołgów), wysłanego przeciw Polakom, ocalało trzech rannych czołgistów.
Pod Wytycznem w trakcie próby przekroczenia szosy włodawskiej w celu połaczenia się z Samodzielną Grupą Operacyjną "Polesie" generała Kleeberga, oddziały Zgrupowania KOP zostały zaatakowane przez ciągnące szosą sowieckie czołgi, a następnie zaatakowane przez sowiecką 45 Dywizję Strzelców.
Walka trwała do godziny 11.00. Oddziały sowieckie odrzucono, a gen. Rueckemann dał rozkaz do przeciwnatarcia. Jednak żołnierze zmęczeni dwutygodniowym forsownym marszem przez prawie 300 km, nie byli w stanie poderwac się do ataku. W tej sytuacji na odprawie sztabowej gen. Rueckemann wydał rozkaz, by o 12.00 zaprzestać walki i oderwać się od przeciwnika, a następnie zgrupować w niedalekim lesie. Tam żołnierzom odczytano rozkaz o rozwiązaniu Zgrupowania. Jednocześnie zawiązano zalążek konspiracyjnego Tajnego KOP.

Więcej:
http://www.1939.pl/bitwy/sowieci/bitwa-pod-szackiem-wlodawa-wytycznem/index.html